Deus vicit 2010-09-01 22:06:01

"Świat idę zdobywać - tyle nowych otworzyło się drzwi..." (jak sobie przypomnę, to dopiszę)

Za ten wpis zabierałam się już kilka miesięcy i tak naprawdę tylko tytuł został taki sam. Bo musiał. Iw tym momencie nie ważne, czy wzięłabym na warsztat cud majowy, czy Lednicę, czy letnią sesję, oba obozy, pielgrzymkę, przyznany grant czy czekajacy mnie jeszcze egzamin - przez te wakacje nauczyłam się kilku ważnych rzeczy i jakoś tak... Nie, nie łatwiej. Nawet trudniej, bym powiedziała, bo sporo się pokomplikowało. Ale spokojniej jest, I ja jestem spokojniejsza.
W zasadzie zrobiłam większość tych rzeczy, które chciałam. Nie wszystkie, ale nie dziwi mnie to ani trochę. Zawszę lubię sobie wypisywać długie listy, mając świadomość, że niektórych rzeczy raczej nie da sie zrealizować, jeszcze inne są zależne od czynników, na które nie mam wpływu... Niemniej próbować zawsze trzeba. Te swoiste próby woli i tak są mi bardzo potrzebne.
Jak wspomniałam, uspokoiłam się. Dowiedziałam, co znaczy zaufać - w moim wypadku Bogu, ale to przecież otwiera większą drogę do zaufania drugiemu człowiekowi. Zaufanie pociąga za sobą spokój. Bo skoro tyle czasu udało mi się przetrwać, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Sprawy rozwiazywane pomyślnie, tylko po to, by chwilę potem obrócić się o 180 stopni i wymagać od zainteresowanych siły, by rozwiązać problemy, które pojawić się w tym miejscu nie miały prawa. A ja czekam. Po co się szarpać? Wezmę los na przetrzymanie. Przecież to takie proste... Zrobić, co jest w mocy, a co nie jest - przetrwać. Mądrość znana od wieków. Teraz przychodzi mi o wiele łatwiej. Chyba dobrze?
Ogółem jestem zadowolona. Oprócz jednej sprawy, która zależy też od drugiej strony, na cała resztę jakoś jestem przygotowana. Wywalczę. I przetrwam. Czemu nie? W końcu trochę życia (mam nadzieję) mi zostalo na tym świecie, szkoda trwonić chwil na smutki i jęczenie. A ta jedna... Co ja poradzę. Zdystansowałam się. Domknę wszystko we wrześniu, wraz z końce wakacji. A potem? Będe zyła jak żyłam. Nie ten, to inny. Nie inny, to też nie tragedia. Dlaczego samotne życie dla ludzi miałoby być gorsze od samotności w tłumie?
Rok zaś zapowiada się pracowicie. Oj, będzie co robić. Może i lepiej. co pozwala lepiej zapomnieć niż nauka i praca?
Tylko że to by było z mojej strony pewne tchórzostwo, ucieczka od samej siebie, zamiatanie pod dywan i chowanie się w kąt. Nie chcę. Mówię, zdystansowałam się - wstydzić się miłości? Dlaczego?
Właśnie, miłość. Kolejna.. rzecz? obok zaufania, której się nauczyłam w te wakacje. Kolejna oczywistość. Miłość nie jako uczucie (która też istnieje - a które u mnie w zasadzie powoli wygasa..), ale jako postawa. Fundament wszystkich innych pozytywnych odczuć. Podstawa, która pozwala nam kochać nieprzyjaciół. Wartość, która - nawet jeśli nienawidzisz - sprawia, że pomożesz wrogowi. Właśnie dlatego, że kochasz. Przyznajesz mu prawa bycia człowiekiem na równi z tymi, które sam posiadasz - bo on właśnie tym człowiekiem jest. Jak mało ludzi dziś o tym pamięta...
Kojarzy mi się wystąpienie Pani Henryki Krzywonos na obchodach 30-lecia "Solidarności". Ludzie, co się z nami stało? Tak, z nami, bo choć należę do młodego pokolenia, które o tą Polskę wolną nie walczyło, to jednak znajduję się wśród tych, którzy żyją w niej teraz - i patrzę, z coraz większym przerażeniem, na to, co się dzieje. Na wzajemne traktowanie się ludzi, którzy stoją po jednej stronie. Na przyjaźnie, które zmieniły się w... Sama nie wiem, czy istnieje odpowiednie słowo. Mi teraz nei przychodzi żadne na myśl, by wyrazić, co chciałam powiedzieć. Ale na to musiałabym przeznaczyć osobną notkę, a polityka...

Coraz częściej się zastanawiam, co będę w przyszłości robić. To jest ten czas, gdy muszę już wybrać jakąś drogę. Żadna z utartych, proponowanych mi nie pasuje. Jestem idealistką, a ten świat zdecydował się odwrócić system znanych mi wartości. Ale jakoś trzymać się trzeba, prawda? Dopóki znajduję podobnych mi ludzi, będę przecierać własny szlak. W końcu ważne, by iść.
A teraz nawet jeśli nie wiem gdzie, przynajmniej podarowano mi światełko, którym mogę sobie świecić. to naprawdę niesamowite uczucie.

Jeszcze tylko kilka słów odnosnie komentarzy do poprzedniej notki: Fatalizm? Skoro piszesz te słowa, to znaczy, że mnie nie znasz. Dlatego też pewnie się nie podpisujesz, obawiając odkrycia - dlaczego, nie rozumiem, bo ja zwykłam brać odpowiedzialność za swoje słowa. Jeśli tu kiedyś zajrzysz, to dla Twojej wiadomości - nawet jeśli jestem smutna, to do fatalizmu mi daleko. Bo mam w sobie siłę, której nigdy nie stracę, i dlatego się nie poddam. Nawet jeśli czasem w nią wątpię i ją gubię.

Do napisania kiedyś.

Nauta

skomentuj (0)
Księga Gości